cover

plitslyhy

Ostatnio widziany:
11 czerwca 2023, 15:08:38
Data rejestracji:
10 czerwca 2016, 17:06:57
Rola:
ROLE_USER
Płeć:
f
Wiek:
31 lipca 2000, 06:53:41
Miejscowość:
Tarnów

Krótkie podsumowanie

21
Serie
0
Odcinków
~0
Dni
~0
Godzin
0
Komentarzy
0
Recenzje
0
Polubienia
0
Negatywy
Oglądanych(3)
Planowanych(18)
Zakończonych(0)
Wstrzymanych(0)
Porzuconych(0)
School(5)
Time Travel(2)
Adult Cast(2)
Music(2)
Performing Arts(2)
Love Polygon(1)
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
Zobacz wszystkie statystyki

Komentarze(15)

Author's avatar

plitslyhy3 stycznia 2018, 21:00:44

@MarcinSzponer trzeci sezon oparty na mandze Tokyo Ghoul:re, czyli kontynuacji Tokyo Kushu, na podstawie którego stworzono pierwszy sezon oraz fragmenty drugiego (choć z mangą miał on tyle wspólnego, co tenis z wioślarstwem).
answers0
dislikes0
Author's avatar

plitslyhy11 października 2017, 22:21:55

Unknown tag type: u
Powiem szczerze - po komentarzach spodziewałam się czegoś niesamowitego, a dostałam fabułę z ogromnym potencjałem, którą prawie że zabił zbyt szybki bieg wydarzeń. Może miałam nadzieję na więcej shounen, mniej shoujo, może moje wyobrażenie o tej serii wpłynęło na jej odbiór. Cokolwiek to było, sprawiło, że SAO, niestety, mnie nie porwało.
O ile Kirito i Asunę pokochałam całym sercem, o tyle ich związek zwyczajnie nie dostał wystarczająco dużo czasu, by wywarło to na mnie jakieś większe wrażenie.
Poważnie, najpierw "małżeństwo to profity, ale nie chcę wychodzić za mąż", cztery odcinki później "jeśli umrzesz, umrę razem z tobą". Wydaje się to po prostu bardzo mocno naciągane. A akcja z Yui? "nasze pierwsze dziecko"? To wszystko po prostu nie wydaje się ani trochę emocjonujące, raczej mocno przesadzone.

Nie miałam również okazji, by jakoś mocniej poprzeżywać walki. Nie oczekiwałam drugiego Naruto i pojedynków na dziesięć odcinków, ale w ile padały bossy? Dwie minuty? Tak samo przejście na wyższe piętra. Zanim historia zdążyła się dobrze rozwinąć, oni już byli na czterdziestym.
Kolejną sprawą jest to, że liczyłam na lepsze powiązania wątków. Częstsze pojawianie się chociażby Liz, która mogła odegrać tu całkiem fajną rolę, a skrócono ją do dwóch odcinków. A cała akcja z Sugu? To było wręcz przykre. Na tyle, że pierwszy raz w życiu na dwudziestym którymś odcinku zastanawiałam się, czy oby na pewno chcę oglądać dalej.
Całe szczęście, seria wybrania się znakomitą grafiką i wspaniałą ścieżką dźwiękową. Postaci, mimo że nieraz niewiele wnoszące, były bardzo przyjemnie wykreowane. Widać, że autor faktycznie przemyślał, co z kim chce zrobić, co jest ogromnym plusem. Podkreślę raz jeszcze, że akcja toczy się zdecydowanie zbyt szybko, jednak wciąż jest dobrze dopracowana, co się ceni.
Drugiej serii chwilowo nie zaczynam, szczególnie, że słyszałam, że jest gorsza od pierwszej. Może kiedyś się za to wezmę. Na tę chwilę takie mocne 7/10, choć bardzo chciałabym dać więcej.
answers0
dislikes0
Author's avatar

plitslyhy9 października 2017, 00:12:47

Czy możemy nie wspominać w komentarzach o treści mangi? Albo przynajmniej oznaczać ją jako spoiler?
Niektórzy nie czytali, więc miło by było, gdyby nie dostali w twarz masą spoilerów, kiedy tylko zjadą w dół strony. :)
answers0
dislikes0
Author's avatar

plitslyhy9 października 2017, 00:09:36

Co prawda oba sezony obejrzałam już chwilę temu, jednak jako że niedawno pojawiła się zapowiedź trzeciego, uznałam, że czas się wypowiedzieć. Do Tokyo Ghoul podchodziłam jakieś... Pięć razy. I za każdym razem po pierwszym, max. drugim odcinku czułam się na tyle zniesmaczona, że wyłączałam to w cholerę i mówiłam, że nigdy tego nie skończę. A mimo to skończyłam, w dodatku wszystkie 24 odcinki za jednym zamachem i od razu wzięłam się za szukanie mangi, którą zresztą również pochłonęłam.
Strasznie żałuję, że nie przekonałam się do tego anime szybciej. Jest to zdecydowanie jeden z tych tytułów, które w pamięci zostają na bardzo, bardzo długo i których po prostu nie sposób zapomnieć. Mocno szokuje, często budzi niesmak, zdecydowanie nie jest dla każdego, ale jeśli już raz uda się wkręcić, to nie da się odkręcić. No i Unravel... Nawet jeśli kogoś nie przekonuje fabuła, warto obejrzeć tę serię chociażby po to, żeby posłuchać tego op dwanaście razy pod rząd. Generalnie ścieżka dźwiękowa stoi tutaj na naprawdę wysokim poziomie. Chociażby takie Glassy Sky i już mamy dwa niezapomniane utwory, które raz usłyszane nie chcą się odczepić.
Choć początkowo byłam bardzo sceptycznie nastawiona i skłaniałam się do straszliwie niskiej oceny, z każdym kolejnym odcinkiem coraz bardziej się wczuwałam, coraz bardziej mnie to wszystko wciągało i coraz ciężej było przestać oglądać i pogodzić się z tym, że to już koniec. W ogólnym rozrachunku seria, a właściwie sam pierwszy sezon zdecydowanie zasługuje na dychę.
answers0
dislikes0
Author's avatar

plitslyhy8 października 2017, 23:32:33

Kaichou, czyli seria, do której od 2012 wracam co najmniej raz w roku, jest zwyczajnie najlepszym z gatunku shoujo, a przynajmniej najlepszym, jakie przyszło mi oglądać. Ze wszystkimi bohaterami zdążyłam się zżyć jak nie wiem co, opening i endingi lecę z pamięci, a razem z przyjaciółkami cytujemy co poniektóre fragmenty, kiedy mamy gorsze dni (przezroczysty!). Usui i Misaki to po prostu para idealna, a zauważa się to jeszcze mocniej w mandze, która swoją drogą również jest jednym wielkim majstersztykiem! Humor pierwsza klasa, choć czasem sama nie byłam do końca pewna, z czego właściwie się śmiałam, a uśmiech gościł na moich ustach szczególnie często, gdy na ekranie pojawiał się Aoi :D Kreska cud, miód, malina!
Choćbym nie wiem, jak chciała, to po prostu nie jestem w stanie powiedzieć w kwestii tej serii ani słowa krytyki. To anime zajmuje specjalne miejsce w moim sercu i myślę, że chyba już nigdy go nie opuści. 10/10 i szkoda, że to koniec skali.
answers0
dislikes0
Author's avatar

plitslyhy8 października 2017, 23:14:01

No dobra. Przyznam szczerze - mnie ruszyło. I to mocno. Na tyle mocno, że miejscami darłam się jak głupia i aż przypomniały mi się wszystkie trzy sezony oraz emocje z nimi związane. W mojej opinii, film wyszedł świetnie. Co prawda miałam co do niego nieco wyższe oczekiwania, ale mimo to udało mu się utrzymać poziom. Odrobinę raziła mnie kreska (i to nie to, że jest niedopracowana, czy tam brzydka, po prostu inna) i troszkę gorsza animacja samej gry, gdzie przejścia nie były tak płynne, jak w całej serii, jednak, tak jak już wspomniałam, film się obronił. Sama nie wiem, czy ze względu na to, że faktycznie mi się podobał, czy może jest to zwykły sentyment.
Fabularnie jest to bardzo fajne zwieńczenie historii. Nowi bohaterowie mnie konkretnie irytowali, no, ale cóż - takie zadanie antagonistów, prawda? Pojawiło się również powielenie schematów, co z lekka mnie zawiodło, ale z drugiej strony pozwoliło zakończyć jeden z ciekawszych wątków, więc koniec końców nie mam nic przeciwko. Trochę mnie nawet to wszystko poruszyło i być może trochę się popłakałam, ale to już zdecydowanie było kwestią sentymentu i zwyczajnego smutku, że to już definitywny koniec.
Pod względem muzycznym - jak zwykle świetnie. Piosenka w trakcie gry utrzymała niesamowitą atmosferę, przywodzącą na myśl momenty, gdy w tle słyszało się "Can Do" albo "Rimfire". Jeśli zaś o ending chodzi - GRANRODEO pokazali, że tak, jak przez trzy sezony nie zawiedli w żadnym z siedmiu openingów, tak i teraz nie zamierzali popełnić gafy. Wyszło jak zwykle świetnie, idealnie wpasowało się w klimat.
Także, podsumowując, oczekiwałam arcydzieła, dla którego zabrakłoby skali (takie 12/10 co najmniej), a dostałam coś, co według mnie spokojnie zasługuje na 10/10. Jako finał sprawdza się genialnie, zamyka wszystkie wątki i, powtórzę, trzyma poziom. Jestem jak najbardziej usatysfakcjonowana. :D
answers0
dislikes0
Author's avatar

plitslyhy6 października 2017, 16:50:12

Wzbraniałam się od tej serii baaardzo długo, a kiedy już się do niej zabrałam, wywarła na mnie takie wrażenie, że szukam pianina na aukcjach. Przed sekundą skończyłam i ciągle tonę we własnych łzach. Byłam na to przygotowana, a mimo to zostałam kompletnie rozbita.
Anime było świetne. Jedno z lepszych, jakie w życiu oglądałam. Wspaniałe zarówno pod względem fabuły, jak i muzycznym i graficznym. Openingi były naprawdę niesamowite, a w szczególności pierwszy. Bohaterowie unikalni, każdy miał własny charakter i widać było, że nie są stworzeni "na jedno kopyto". Wszystko, od pierwszego do ostatniego odcinka, absolutnie mnie poruszyło. Co prawda zabrakło mi rozwinięcia jednego wątku, jednak mimo wszystko zostało to koniec końców zrekompensowane. 10/10 i szkoda, że nie mogę dać 11.
answers0
dislikes0
Author's avatar

plitslyhy23 sierpnia 2017, 15:43:19

Do obejrzenia tego anime zachęcił mnie opening, choć przyznam, że kiedy usłyszałam go po raz pierwszy, spodziewałam się zupełnie czegoś innego. Raczej lżejszego i z większą dozą humoru. Tymczasem dostałam niesamowicie dający do myślenia dramat, który pod koniec wycisnął ze mnie kilka łez. Zabrakło mi tu co prawda wyjaśnienia niektórych wątków i nie ukrywam, że byłabym szczęśliwa, gdybyśmy zobaczyli jakieś nawiązania do życia głównej bohaterki w np. osobach, które pojawiły się w Quindecim,
dzięki czemu mogłaby sobie przypominać szczegóły ze swojego życia krok po kroku, bardziej stopniowo, zamiast w ciągu dwóch ostatnich odcinków,
ale mimo to seria naprawdę mnie urzekła. Przedstawienie ludzkich emocji i szeroki wachlarz najróżniejszych przeżyć jest w stanie mocno poruszyć widza i skłonić go do zrobienia małego rachunku sumienia. W dodatku mamy Decima, który co chwilę zaznacza, że szanuje żyjących pełnią życia, co jest bardzo dobrym zabiegiem na ukazanie tego, że sam chciałby mieć możliwość przeżycia tego wszystkiego, zdobycia różnych doświadczeń. W dodatku opening i ending, ach, cudowne. Za całokształt z czystym sercem daję pełną dychę.
answers0
dislikes0
Author's avatar

plitslyhy6 maja 2017, 23:25:49

W życiu nie pomyślałabym, że serię, którą oglądałam pasjami dobre dziesięć (jak nie więcej) lat temu, w całości przyjdzie mi obejrzeć w przyszłości. Naruto ma to do siebie, że przekonuje do siebie nie tylko bohaterów, ale również i widza. Nie spodziewałam się, że tytuł ten wywrze na mnie takie wrażenie. Można powiedzieć, że w tych 720 odcinkach zawarły się chyba wszystkie możliwe emocje - od śmiechu do rozpaczy. Nie pamiętam, kiedy ostatnio ryczałam tak dużo, jak podczas kolejnych seansów tej serii. Nie pamiętam również, żeby coś aż tak mocno mnie wciągnęło. A nawet jeśli już się to zdarzyło, to tylko na chwilę. Wraz z rozwojem fabuły poznawałam, i przypominałam sobie z czasów dzieciństwa, kolejnych bohaterów i z każdą chwilą stawałam się coraz bardziej zafascynowana. Przede wszystkim urzekł mnie sposób przedstawienia postaci, kreska oraz fakt, że koniec końców każdy wątek został ze sobą powiązany. Jestem pełna podziwu dla autora, naprawdę. Rzadko się bowiem zdarza, by tasiemiec suma sumarum faktycznie miał sens i nie stał się bezwartościowym gniotem wskutek jednej złej decyzji. Fabuła została, przynajmniej w mojej opinii, dopracowana w każdym calu i, co najważniejsze, żadna śmierć nie poszła na marne (łącznie z tą najbardziej w moim odczuciu bolesną).
Kolejną sprawą jest muzyka, która również stała na najwyższym poziomie. Na palcach jednej ręki, w dodatku nie używając wszystkich, jestem w stanie wyliczyć openingi, które niezbyt przypadły mi do gustu. Wśród bodajże 25 pozycji, pamiętam tylko jedynie jeden przypadek, w którym faktycznie się zawiodłam i to tylko i wyłącznie ze względu na moje własne upodobania. Co do endingów - jeśli już jakiegoś odsłuchałam, to tego nie żałowałam, mimo że nie przykładałam do nich większej wagi. No, nie licząc drugiego ed pierwszej serii, który do tej pory mnie prześladuje.
Tak naprawdę jedynym, co w serii porządnie mnie irytowało, była ta paskudna hipokryzja Sasuke. Koniec końców owszem, wyszedł na postać pozytywną, przynajmniej w moim odczuciu, jednak wciąż nie mogę wybaczyć mu paru spraw.
Bo przepraszam bardzo, ale skoro sam, własnymi rękoma, zabił Itachiego, to czystą głupotą jest gadanina "muszę go pomścić" i "zniszczę wioskę". Zapomniał sobie chłopaczyna dodać "wioskę, którą kochał na tyle, by się dla niej poświęcić".
Zresztą, prócz niego pojawiło się jeszcze kilku innych hipokrytów. W pokojowym państwie wywołać wojnę, by osiągnąć pokój, ot co!

W każdym razie, podsumowując, Naruto było wspaniałym tytułem, nad którym warto było spędzić te kilkanaście godzin (DNI) i do którego na pewno wrócę jeszcze nie raz. Z czystym sumieniem pełna dycha dla obydwu serii i wielki, naprawdę ogromny szacunek dla autora.
answers0
dislikes0
Author's avatar

plitslyhy26 marca 2017, 19:21:37

Łoh, mam kilka godzin wycięte z życiorysu, ale zdecydowanie było warto. Oba sezony obejrzałam w dwa dni i przyznam, że jak pierwszy odcinek zupełnie mnie nie zachęcił i podchodziłam do niego kilka razy, tak od pojawienia się Yukine, seria straaasznie mnie zaciekawiła. Nawet udało mi się kilka razy poryczeć, co jest naprawdę rzadkością! Większość postaci na początku mnie irytowała, ale po jakimś czasie mnie do siebie przekonali i, cholera, oby trzeci sezon wyszedł jak najszybciej, bo będzie mi ich brakowało. Kreska jest świetna, tak samo jak i fabuła, a op i ed to po prostu cudo. Jedyne, czego mi tutaj zabrakło, to uczucia między Yato a Hiyori, ale kto wie, w końcu manga nadal wychodzi :p

W ogólnym podsumowaniu, drugi sezon podobał mi się o wiele bardziej od pierwszego i kończę z oceną 10/10.
answers0
dislikes0
Zobacz Wszystkie
scroll-top