O rany, ten opis rzeczywiście jest bardzo słaby i zdecydowanie nie zachęca do oglądania. Dobrze, że nigdy nie czytam opisów przed obejrzeniem anime, bo też pewnie miałabym sceptyczne nastawienie.
A anime jak najbardziej na plus, świetna komedia, tak jak ktoś wyżej napisał, coś pokroju Nichijou czy innych powalonych serii, taki humor trzeba po prostu lubić, by dane anime przypadło Nam do gustu. Co do postaci, każda się czymś wyróżnia, więc bohaterki można polubić, nie są nudne i co chwile zaskakują czymś nowym, zwłaszcza pomysłami. Kreska przecudowna, idealnie pasuję, momentami twarze postaci potrafiły wywołać u mnie małe obrzydzenie, ale jednocześnie niesamowicie się przy tym śmiałam. Niestety, jak wiadomo, w takich komediach nie ma co liczyć na fabułę, było parę zaczętych wątków, chociażby z Tsugumi, ale w końcu i tak nie zostało to do końca wyjaśnione. Prawdopodobnie poczytam sobie mangę by zaspokoić ciekawość, chyba że wyjdzie drugi sezon, czym bym nie pogardziła.
Dla mnie 9/10 - anime na poprawę dnia, trzeba do niego podejść na luzie, bez nastawiania się na nie wiadomo jak cudowną fabułę. Humor też nie dla każdego, ale dla fanów Sabagebu czy Nichijou jak najbardziej.
Długo czekałam na adaptacje, ani trochę się nie zawiodłam, szczerze powiedziawszy, to się nawet zaskoczyłam dobrym wykonaniem. Nie jest to zwyczajny, prosty romans, jakich wiele. Poznawanie samych bohaterek i ich problemów z akceptacją i faktem, że nie potrafią pozbyć się "maski", którą sobie same nałożyły, jest bardzo interesujące. Anime nie dla każdego, jeżeli ktoś szuka szczęśliwego romansiku bez konkretnej fabuły, to po prostu odradzam.
Kreska mi się strasznie spodobała, bardzo klimatyczna, śliczna, ciesząca oko, sam soundtrack też niesamowity, jedna z pierwszych rzeczy na jaką zwróciłam uwagę podczas pierwszego odcinka, jedyne co mi się nie podobało, to niektóre "kluczowe" słowa zostały źle przetłumaczone, zarówno w angielskiej jak i polskiej wersji. Tak czy inaczej idealnie odwzorowana manga, jestem pozytywnie zaskoczona.
Co do drugiego sezonu, cóż, anime zdobyło popularność, poza tym skończyło się przed bardzo ważnym wydarzeniem, manga nadal prze do przodu, więc liczę, że zrobią kontynuację. Moja ocena to 10/10, jako że ja osobiście miałam już dość tych wszystkich romanso-komedii, które bardzo łatwo przewidzieć. I nie oszukujmy się, Yagate Kimi ni Naru to najbardziej intrygujący i oszałamiająco wyglądający yuri romans jaki kiedykolwiek powstał.
nadal jest dość toksycznie, zwłaszcza, że teraz pomiędzy głównymi bohaterkami jest parę nieporozumień, to mimo wszystko są bliżej siebie.
Jak najbardziej jest to yuri, jedno z lepszych jakie dane było mi zobaczyć, cieszę się, że postarali się przy adaptacji. Swoją drogą, jako że wydarzenia w mandze idą dość wolnym krokiem - w anime zresztą też, to gdzieś wyczytałam, że możliwe, iż zrobią drugi sezon. Tylko, że to nie jest potwierdzona oficjalnie informacja, ale może będą jakieś nadzieję.
Dlaczego nieuczciwe? Przecież to logiczne, że wygra nieśmiertelna Studion z super siłą, niż zwykły, przeciętny człowiek, który potrafi kung fu. Bardziej zastanawiające było to, dlaczego ona w ogóle walczyła z tą blondyną, skoro widziała na własne oczy, jaką posiada siłę. Niby ratowanie przyjaciół, ale w takim wypadku lepiej zwiewać, niż prowokować. Zresztą jak wiadomo, Studion była wtedy osłabiona przez brak swojego kamienia, gdyby go wtedy miała przy sobie, to z dziewczyny nie było by co zbierać. I tak wyglądały wszystkie walki, prowokowali potwora.
Gusta guściki, mi osobiście anime nie przypadło do gustu, mimo że posiada w obsadzie bardzo dobrych aktorów głosowych. Jak na produkcje z 2018 roku to mega słaba animacja, kreska mroczna ale niezbyt cieszy oko. Fabuła tutaj była bardzo prosta i nieciekawa, mało wyjaśnień, samo zakończenie niby miało zszokować, ale jakoś tak nic nie poczułam. Ogólnie po obejrzeniu anime uznałam, że to taka paćka niczego, ni to horror, ni komedia, ale polubiłam dwie główne bohaterki mumie. Daje słabe 5/10.
tę ich samolubność. Nanami prosi Yuu, by ta pozwoliła ją kochać, ponieważ czuje się spełniona i nie chce tego stracić. Yuu zgadza się, ale jednocześnie zazdrości jej tego spełnienia, obwiniając ją, że nie są takie same. Swoją drogą, scena pocałunku idealnie odwzorowana z mangi.
Tak, te bloopersy na końcu mnie rozwaliły. Pierwszy raz widzę coś takiego po zakończeniu anime. Swoją drogą, tytuł przedni, świetnie się bawiłam, nieraz uśmiałam. Niektóre odcinki były nieco nudne, ale zdecydowanie więcej było tych ciekawszych momentów, zwłaszcza sytuacje z Chio i Mananą - uwielbiałam patrzeć na tę ich "przyjaźń" i sceny gdzie jedna drugiej życzyła jak najgorzej. Moja ocena to 9/10.
Pierwsze co mi wpadło w oko, to kreska. Anime wygląda prześlicznie. Nie sądziłam, że ta adaptacja tak dobrze będzie się prezentowała pod względem animacji i stylu artystycznego. Poza tym ten soundtrack to miód dla moich uszu, idealnie buduje klimat, podoba mi się. Nie mogę się już doczekać drugiego odcinka. Po ostatnich wydarzeniach z mangi bałam się, że będę za bardzo dobita by cieszyć się tym anime, ale na szczęście jest inaczej.
@Animoska Ja niestety czuję, że zakończenie w mandze będzie podobne, ale obym się myliła.
Ogólnie to niezła pułapka, kreska i urocza nazwa mogą dawać początkowe wrażenie takie, że tytuł będzie przesłodzony na maksa. Tyle tylko, że tak nie jest. Moim zdaniem to do Life nijak pasuje Happy i Sugar. I to idealnie widać w tym anime.
Kiedy usłyszałam o adaptacji, byłam mega specyficznie nastawiona do tego tytułu, głównie dlatego, że czytałam mangę i wiedziałam, że są tutaj pokazane raczej kontrowersyjne tematy... ale tak miało być, mieliśmy być zniesmaczeni i zszokowani zachowaniami postaci. A Satou to yandere, na którą bardzo długo czekałam, raz przerażająca, a czasami miła i przyjacielska. Ja ją polubiłam, mimo, że po dziewiątym odcinku miałam co do niej mieszane uczucia. Były momenty, kiedy naprawdę się uśmiałam, najczęściej:
Przy ciotce Satou, jej uśmiech i zachowanie z automatu sprawiało, że chciało mi się śmiać. I ta końcówka, kiedy bez żadnych skrupułów przyznała się do podpalenia.
Moje negatywne nastawienie z odcinka na odcinek malało, aż w końcu uznałam, że anime jest nawet lepsze od mangi, co rzadko się u mnie zdarza. No ale takie akcje, które miały tutaj miejsce, lepiej ogląda się w wersji animowanej niż czytanej. No i podobał mi się opening, dobrze się prezentował.
Moja ocena to 8/10 - porąbane akcje, krew, psychoza, walnięte postacie, czegóż chcieć więcej?
Niesamowite, tak długo na to czekałam. Czytając mangę, zawsze uważałam, że powinna wyjść adaptacja. Co prawda, tytuł nie ma jakiejś super wyszukanej fabuły, ale jest przyjemny i spokojny. A kreska jest po prostu śliczna. Tak patrząc na te ostatnie adaptacje mang yuri jakie wyszły, czuję, że to będzie drugie dobre anime, zaraz po Citrus o ile nie lepsze.
Nie darzyłam jakoś wielką sympatią Shouko, ale jak mam być szczera, była to jedna z tych normalniejszych postaci w anime. I pod koniec odcinka było mi jej szkoda, głównie dlatego że Satou zabiła ją naprawdę w okrutny i powolny sposób. A najzabawniejsze jest to, że w ósmym odcinku polubiłam główną bohaterkę.
Dobrze, że nie doszłam do tego momentu w mandze, bo to było dla mnie niezłym zaskoczeniem.
Ms.Evil26 czerwca 2019, 12:53:44
A anime jak najbardziej na plus, świetna komedia, tak jak ktoś wyżej napisał, coś pokroju Nichijou czy innych powalonych serii, taki humor trzeba po prostu lubić, by dane anime przypadło Nam do gustu. Co do postaci, każda się czymś wyróżnia, więc bohaterki można polubić, nie są nudne i co chwile zaskakują czymś nowym, zwłaszcza pomysłami. Kreska przecudowna, idealnie pasuję, momentami twarze postaci potrafiły wywołać u mnie małe obrzydzenie, ale jednocześnie niesamowicie się przy tym śmiałam. Niestety, jak wiadomo, w takich komediach nie ma co liczyć na fabułę, było parę zaczętych wątków, chociażby z Tsugumi, ale w końcu i tak nie zostało to do końca wyjaśnione. Prawdopodobnie poczytam sobie mangę by zaspokoić ciekawość, chyba że wyjdzie drugi sezon, czym bym nie pogardziła.
Dla mnie 9/10 - anime na poprawę dnia, trzeba do niego podejść na luzie, bez nastawiania się na nie wiadomo jak cudowną fabułę. Humor też nie dla każdego, ale dla fanów Sabagebu czy Nichijou jak najbardziej.
Ms.Evil23 stycznia 2019, 13:06:43
Kreska mi się strasznie spodobała, bardzo klimatyczna, śliczna, ciesząca oko, sam soundtrack też niesamowity, jedna z pierwszych rzeczy na jaką zwróciłam uwagę podczas pierwszego odcinka, jedyne co mi się nie podobało, to niektóre "kluczowe" słowa zostały źle przetłumaczone, zarówno w angielskiej jak i polskiej wersji. Tak czy inaczej idealnie odwzorowana manga, jestem pozytywnie zaskoczona.
Co do drugiego sezonu, cóż, anime zdobyło popularność, poza tym skończyło się przed bardzo ważnym wydarzeniem, manga nadal prze do przodu, więc liczę, że zrobią kontynuację. Moja ocena to 10/10, jako że ja osobiście miałam już dość tych wszystkich romanso-komedii, które bardzo łatwo przewidzieć. I nie oszukujmy się, Yagate Kimi ni Naru to najbardziej intrygujący i oszałamiająco wyglądający yuri romans jaki kiedykolwiek powstał.
Ms.Evil5 listopada 2018, 19:17:02
Polecam mangę, tam co prawda:
Jak najbardziej jest to yuri, jedno z lepszych jakie dane było mi zobaczyć, cieszę się, że postarali się przy adaptacji. Swoją drogą, jako że wydarzenia w mandze idą dość wolnym krokiem - w anime zresztą też, to gdzieś wyczytałam, że możliwe, iż zrobią drugi sezon. Tylko, że to nie jest potwierdzona oficjalnie informacja, ale może będą jakieś nadzieję.
Ms.Evil19 października 2018, 22:19:27
Gusta guściki, mi osobiście anime nie przypadło do gustu, mimo że posiada w obsadzie bardzo dobrych aktorów głosowych. Jak na produkcje z 2018 roku to mega słaba animacja, kreska mroczna ale niezbyt cieszy oko. Fabuła tutaj była bardzo prosta i nieciekawa, mało wyjaśnień, samo zakończenie niby miało zszokować, ale jakoś tak nic nie poczułam. Ogólnie po obejrzeniu anime uznałam, że to taka paćka niczego, ni to horror, ni komedia, ale polubiłam dwie główne bohaterki mumie. Daje słabe 5/10.
Ms.Evil14 października 2018, 11:10:36
Ms.Evil9 października 2018, 15:12:21
Ms.Evil9 października 2018, 13:14:23
Ms.Evil30 września 2018, 13:07:35
Ja niestety czuję, że zakończenie w mandze będzie podobne, ale obym się myliła.
Ogólnie to niezła pułapka, kreska i urocza nazwa mogą dawać początkowe wrażenie takie, że tytuł będzie przesłodzony na maksa. Tyle tylko, że tak nie jest. Moim zdaniem to do Life nijak pasuje Happy i Sugar. I to idealnie widać w tym anime.
Kiedy usłyszałam o adaptacji, byłam mega specyficznie nastawiona do tego tytułu, głównie dlatego, że czytałam mangę i wiedziałam, że są tutaj pokazane raczej kontrowersyjne tematy... ale tak miało być, mieliśmy być zniesmaczeni i zszokowani zachowaniami postaci. A Satou to yandere, na którą bardzo długo czekałam, raz przerażająca, a czasami miła i przyjacielska. Ja ją polubiłam, mimo, że po dziewiątym odcinku miałam co do niej mieszane uczucia. Były momenty, kiedy naprawdę się uśmiałam, najczęściej:
Moja ocena to 8/10 - porąbane akcje, krew, psychoza, walnięte postacie, czegóż chcieć więcej?
Ms.Evil30 września 2018, 00:26:59
Ms.Evil20 września 2018, 07:04:42
Dobrze, że nie doszłam do tego momentu w mandze, bo to było dla mnie niezłym zaskoczeniem.