Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit. Quisque id pretium ex, vel consectetur turpis. Ut consectetur scelerisque laoreet. Mauris mattis sagittis purus vel placerat. Morbi interdum lacinia arcu, vitae pretium nibh dictum quis. Sed iaculis eu nunc id tincidunt. Vestibulum ante ipsum primis in faucibus orci luctus et ultrices posuere cubilia curae; Mauris volutpat, velit et mollis fermentum, velit risus consectetur est, tincidunt rutrum lacus justo nec ante. Aliquam pretium fermentum tellus quis tincidunt. Praesent massa nulla, tristique eget tortor non, laoreet convallis odio. Sed viverra tristique mollis. Vivamus luctus malesuada faucibus. Praesent mi lacus, dapibus eget tincidunt at, viverra quis eros. Vivamus lobortis tincidunt ex, eu ornare ex commodo at. Phasellus a scelerisque mi. Curabitur quam urna, rutrum at porta sed, imperdiet in felis.
Silver_San1 czerwca 2020, 17:48:05
Silver_San23 maja 2020, 13:27:11
Silver_San23 maja 2020, 12:54:11
Silver_San23 maja 2020, 12:50:07
Silver_San21 maja 2020, 20:46:38
Nie czaję tylko jednej rzeczy, przez cały komiks gadali o bogu czy coś w ten deseń, a ja na końcu i tak nie ogarniam co to wniosło. Upsik. Może jak pooglądam po Polsku to mnie oświeci.
Rozdziały 70-95 mnie denerwowały bo mało w nich było MC, plus lubię jak to główny bohater ratuje sytuację, ale...realizm, realizm! Właśnie to mi się podobało, mimo pozostawionego smaku gorzkości na moim języku że Ed albo Al nie byli tymi "bohaterami". W końcu samemu nic nie zdziałasz, a właściwie jedyne co sprawiało że oni mieli przewagę to nieprzebijalne ciało Al'a i stalowe kończyny Ed'a które dawały im siłę w walce. Komedia przezabawna, tragedia przesmutna, walki zarąbiste. Błędy? Jest jeden. Niektóre wątki mogły być fajne, ale działy się zdecydowanie za krótko i po prostu pojawiały się i znikały - np. wątek opętania Al'a przez Pychę, wątek prawie stracenia "liny dla duszy" przez tę samą osóbkę gdy Ed prawie zdech. Mimo tego końcówka wszystko rozwiązuje - była taka cudowna jak jej sobie życzyłam. I płakałam. Tak, ja płakałam gdy Al się poświęcił. Potem poleciało kilka łezek gdy kończyłam czytać ostatni rozdział. To się nie zdarza. Nie. Nie płakałam przy śmierci Korosenseia, podczas oglądania Koe no Katachi czy gdy All Might stracił swą moc, nie płakałam widząc odcinek 20 i 21 Kny. A tu proszę. Niespodzianka. A to była zwykła manga. Bez muzyczki, bez głosów postaci, bez "przedłużania" akcji bohaterów. Najbardziej boli mnie to, że tam gdzie czytam mangi przesuwa się strony tak, że jak dojdziesz do ostatniej i "przewrócisz" dalej to Ci się wyświetla komunikat który chapter chcesz ogarnąć. "Previous" czy "next" (sry nie chce mi się tłumaczyć).
Serce mnie ścisnęło gdy zobaczyłam że mogę tylko do tyłu.
W tym momencie z bólem uświadomiłam sobie, że wszystko na Ziemi się kończy. To boli. Spędziłam z komiksem ledwo tydzień a wylądował na pozycji pierwszej przeskakując BNHA które spadło na 2 miejsce i...ojoj...Ansatsu Kyoushitsu które jest na 3 (to nie zdarzyło się nigdy, żeby coś strąciło to anime z honorowego miejsca nr 2). FMA zawsze pozostanie w moim serduszku. Gdy widziałam rozdział w stylu "2 lata później" i ten obrazek...."Don't Forget Fullmetal Alchemist"....AŁA AŁA AŁA. To pierwsza manga jaką przeczytałam całą PRZED zobaczeniem anime i wciąż chciałam oglądać tę produkcję.
Rozpisałam się o mandze choć to anime. Ale zrozumcie, musiałam. Musiałam z siebie wyrzucić ten ból że to już koniec. Cieszę się chociaż że ludzie nadal to oglądają mimo że zostało zrobione parę ładnych lat temu. Mam wrażenie że ta nowela graficzna dała mi ważną lekcję w życiu, że na Ziemi każda rzecz się kiedyś skończy i tu nic nie trwa wiecznie. To smutne, jednak gdy o tym myślę to daje mi motywacje do tego by zrozumieć to prawo. Poza tym, zawsze mogę wrócić do tej mangi i jestem pewna że tak jak Wojownicy bardzo przypadnie mi do gustu i nawet jeśli poznam ją na pamięć będę ją wałkować nadal w kółko i wciąż czytać, czytać...
No nic, zobaczmy co ma nam do zaoferowania adaptacja! Przyjdę tu po skończeniu serii (dajcie mi 3-4 dni) i wypowiem się o anime.
Sayonara
Silver_San15 maja 2020, 16:01:16
Silver_San14 maja 2020, 09:44:18
Silver_San13 maja 2020, 12:04:46
No, ale zacznijmy od początku.
Pierwsze odcinki były dobre: zdradzony gość, zuy zgred który razem ze swoją dziecięcą niewolnicą walczy przeciwko Falom (szczerze wolałabym żeby Rapthtalia została dzieckiem), potem dołącza do niego filolial który zamienia się w dziewczynkę (osobiście mi to nie przeszkadza, autor mógł czuć się dziwnie z tym ze jednym z głównych bohaterów jest gadający zwierzak, ja sama bym tak sądziła choć o dziwo nie zwróciłam uwagi na Pucka w Re:Zero) a na końcu córka króla. No i mamy taki squad i oni sobie mają przygody. Fajnie, tyle że...nie tyle co zdarzenia w jakich biorą udział, a same postaci psują całe to anime. Robią z villainów kompletnych złoli, idiotów którzy nie mają za krzty dobrych cech. Jeszcze pod koniec serii ten słaby żart używany w kreskówkach dla dzieci, czyli to jak Nao zjadł kilka jagód nie czując się źle a Motoyasu upił się mniej niż jedną, a Rapthtalia wygrała w melanżu z rycerzem tego łucznika. Takie pokazywanie że "haha głupi antagoniści MC i jego psiapi wszyscy lepsi lololo" jest...naprawdę nieprzyjemne i cringe'owate według mnie. Sama lubię produkcje gdzie MC jest wyśmiewany przez innych i musi im udowodnić swoją siłę, ale co za dużo to nie zdrowo, wkurzające jest to że antagoniści przejawiają idiotyczne zachowania i robi się z nich kompletnych głupków, np. gdy ruda skłamała o tarczy kontroli umysłem, TO KAŻDY JEJ UWIERZYŁ. Nie. Nie. Nie. Albo to że cały świat jest przeciwko naszemu MC też denerwuje (jak przerobili....uuuh….film? na którym Rapt i Filo mordowały wszystkich razem z Nao). To po prostu niefajne, złe, psuje klimat opowieści, nie.
Omówię szybko wszystkich antagonistów żeby pokazać Wam dokładniej co mam na myśli:
Rin - uwierzył wszystkim że Nao popełnił przestępstwo, jaki zuy i nieprzyjazny, beznadzieja wgl. Potem uwierzył naszemu MC i wszystko jest git. No, nie jest, bo nadal robią z niego kompletnego idiotę który myśli że ten świat to gra komputerowa (akcja ze smokiem). Dobre cechy? Chyba tylko to że z zewnątrz to wygląda on jak typowy facet w anime który jest spokojny i sprawiedliwy itd. (ma nawet głos takiego gostka).
Łucznik - znowu to samo co Rin, a jak potem "stał się dobry" to wychodzi na to że jednak nadal jest mendą ponieważ porzuca swoich towarzyszy i jest naiwny, łatwowierny. Dobre cechy? Brak.
Motoyasu - tutaj nie ma co mówić. Po prostu baka, idiota, wszystkie możliwe wyzwiska dla jego nieokreślonej głupoty. Nie mam tu słów. Dobre cechy? Rozśmiesza widownię.
Dzwka (Malty) - głupia, ruda, idiotka, fałszywa, kłamliwa, oszukuje, ogółem ZUOOOO wcielone. Dobre cechy? *Śmiech*
Śmieć (Król) - naiwny, naiwny, naiwny, niesprawiedliwy ogółem zuyyy. Dobre cechy? Dba o rodzinę, a i tak tego nie widać w anime.
Nie wymieniam osób typu ten gość co zniewolił Raph, Glass i ta dwójka na końcu serii bo wiadomo że to po prostu "chwilowi" antagoniści którzy nie zabawią na dłużej niż 2-3 odcinki więc ukazanie dobrej strony nie jest im potrzebne. Ale tacy którzy występują na naprawdę długo, przez całą serię....wstyd, wstyd, wstyd. Powinni im dać jakieś zalety, bo postaci "złe do szpiku kości" są nudne, niepotrzebne, beznadziejne, jeszcze raz nudne i dosłownie nie powinny istnieć.
Ostatnia rzecz jaka mnie irytowała to momenty gdy "ten słaby Naofumi" nagle stawał się koksem za pomocą swojej tarczy. Hej, rozumiem że od zera do bohatera ale wciąż...on zawsze ratował sytuację, on zawsze wszystko robił, on zawsze miał rację i był po dobrej stronie, TO ON, ON I TYLKO ON! A reszta bohaterów mogła iść się kopulować. Jak na faceta który przez pierwszą godzinę anime walczył z balonami żeby tylko podekspić, w zaledwie kilkanaście odcinków stał się zdecydowanie ZBYT mocny. Jaki sens jest robić słabego MC skoro niedługo potem i tak koksi? Tak jak w BNHA Izuku nie potrafił pokonać sam Staina w końcówce 2-go sezonu a był silny od początku, tak samo z Tanjirou który w 19 (a może 20) odcinku, mimo że użył ostatecznego ataku i tak nie potrafił zabić demona, tak powinien walczyć Naofumi, powoli zdobywając doświadczenie a nie nagle z dpy otrzymywać boosta +6789767578965 do ataku i rozwalać wszystko bez mrugnięcia okiem.
Moja ocena: 3/10 za wspomnienie mojego zachwytu tą produkcją podczas pierwszego razu. Oczywiście seria ma zalety, takie jak dobrze wykreowani protagoniści (z charakteru), uwaga dla każdej osoby ze squadu Nao w tym anime i ciekawe pojedynki, mimo tego...za dużo wad.
Silver_San12 maja 2020, 20:27:47
Silver_San12 maja 2020, 20:23:24
A co do Emilia X Subaru...to się zdarza jedynie w fandomie Wojowników, ale jednak...wolę niekanoniczny ship czyli RemXSubaru. Serio...Rem dba o Subaru i stara się go zrozumieć chociażby trochę, na tym polega miłość, na zaufaniu i zrozumieniu, podczas gdy Emilia w żaden sposób nie stara się pojąć żalu Subaru, choć to nie jej wina bo o niczym nie ma pojęcia, a Subaru też trochę zepsuł podczas ich ostatniej rozmowy. Lecz myślę że dobrze zrobili zostawiając EmiliaSubaru, bo przecież nasz MC ma własny gust co do kobiet a pokazują też że nie każda miłość kończy się wyznaniem obu stron. Fajnie że Rem nie zdenerwowała się na niego za to że kocha inną i nadal utrzymuje z nim dobre relacje, a nie zamieniła się w jakąś chorą yandere albo ma wywalone całkowicie na Subaru.
Tylko ten komentarz naszego MC po 10-minutej (nawet 15-sto!) minutowej wypowiedzi Rem...auć, Subaru...[/spoiler][spoiler]No i Subaru w tym momencie zje...zrypał na całego. Rozumiem że się nie kocha w Rem, jednak gdy tak nagle wyskoczył z "Kocham Emilię" to było po prostu nietaktowne...meh...no trudno.
Nie rozumiem tych ludzi którzy ciągle gadają że "Subaru zuuuuy subaru beznadziejny MC" ale mi się podoba bo nie mamy wykokszonego od początku głównego bohatera (tak jak w LH czy Overlord, przez to te anime były nudne) albo takiego który z kompletnego zera nagle staje się koksem tak z dpy (Tate no Yuusha chociażby), tylko idiotę który trafił do świata o którym nie ma pojęcia i nic nie umie. Sam się przyznawał że był hikikomori (co się nie zgadza z tym ze szedł do sklepu, ale ciiii) a oni tylko grają, śpią, jedzą, oglądają, czytają i ewentualnie robią inne rzeczy, w całkowitym odosobnieniu, więc to raczej jasne że są beznadziejni jeśli chodzi o prace fizyczne, więc tutaj usprawiedliwiamy Subaru. Każdy też go tak hejtuje bo się załamał psychicznie, no ale wyobraźcie sobie że widzicie kilka razy jak Wasi rodzice, przyjaciele, bliscy giną w męczarniach a sami jesteście...ee...molestowani